| Big brather i jego siostra w firmach |
|
|
|
| Wpisał: Anna Meller | ||||||||||
| 24.06.2007. | ||||||||||
|
W prawie połowie europejskich przedsiębiorstw dochodzi do nadużycia Internetu w celach prywatnych w czasie pracy - wskazuje Taylor Nelson Sofres. Kiedy pracownicy harcują, menedżerowie obmyślają coraz bardziej wyrafinowane sposoby monitorowania podwładnych. Technologia pozwala podejrzeć bardzo wiele, niekoniecznie jednak zezwala na to prawo.
Organizacja The Privacy Foundation oszacowała, że już w 2002 r. w samych Stanach Zjednoczonych monitorowanych było ponad 14 mln pracowników. Na świecie pracodawcy kontrolowali ok. 27 mln podwładnych. Wartości te wciąż się zwiększają, bo rośnie przekonanie wśród menedżerów, że Internet w pracy może być nagminnie wykorzystywany w celach prywatnych. W ankiecie przeprowadzonej przez Information Week wśród 200 amerykańskich dyrektorów aż 82% z nich wyraziło chęć monitorowania pracowników z uwagi na ryzyko spadku produktywności. Co ciekawe, sami pracownicy zdają się przystawać na takie rozwiązania. Badanie Taylor Nelson Sofres sugeruje, że ponad dwie trzecie europejskich podwładnych zgadza się na monitoring działalności internetowej - takie przekonanie najpowszechniejsze jest jednak przede wszystkim w Niemczech. Pracodawców do działania skłaniają przede wszystkim niepokojące statystyki. Taylor Nelson Sofres wskazuje, że co drugi pracownik w czasie dnia zajmuje się planowaniem wakacji i rezerwowaniem miejsc urlopowych, co trzeci przegląda witryny w poszukiwaniu informacji związanych z zainteresowaniami, co piąty dokonuje zakupów online bądź sprawdza wiadomości sportowe. Coraz częściej pierwsza godzina w biurze upływa na sprawdzaniu poczty elektronicznej, w tym listów prywatnych. "To rytuał, bez którego nie sposób się obejść, zwłaszcza w poniedziałek, kiedy do omówienia pozostają sprawy związane z minionym weekendem" - zaznacza anonimowo pracownica jednej z firm konsultingowych w Wielkiej Brytanii. "Kolejna fala e-maili przychodzi tuż przed lunchem, kiedy wszyscy powoli przestają myśleć o pracy i skupiają się na planach obiadowych".
Co kraj, to obyczaj Choć monitoring staje się coraz powszechny w europejskich przedsiębiorstwach, różna jest skala zastosowań tego typu rozwiązań w poszczególnych państwach na kontynencie.
Głośna była sprawa z 2002 r., kiedy były pracownik Nikonu pozwał do sądu swoją firmę, oskarżając ją o złamanie prawa do prywatności. Oskarżający został zwolniony z pracy po tym, jak jego przełożony odkrył, że podwładny nie wykonywał swoich obowiązków, bo zajęty był prowadzeniem osobistej korespondencji. Dowodem pracodawcy w sprawie były liczba i sama treść e-maili znalezionych w firmowej skrzynce pracownika. Sprawą zajął się Sąd Najwyższy, orzekając wyrok na korzyść pracownika. W uzasadnieniu sędzia zaznaczył, że prawo nie pozwala pracodawcy na swobodne zaglądanie do skrzynki podwładnego. Tajemnicy korespondencji firmowej w pracy strzegą również Brytyjczycy, jednakże w angielskim prawodawstwie są odstępstwa od wymogu posiadania zgody pracownika na przeglądanie jego skrzynki pocztowej. Związane jest to z pomocą w wykrywaniu przestępstw, w szczególności działań terrorystycznych. Samo monitorowanie w Wielkiej Brytanii - nie tylko zresztą odnoszące się do poczty elektronicznej, ale wszelkiej działalności pracownika w miejscu zatrudnienia - jest głównie domeną większych firm i korporacji. "Małe i średnie przedsiębiorstwa rzadko wprowadzają monitoring" - wskazuje Nigel Leavy, członek zarządu i dyrektor finansowy Advanced Fibreoptic Engineering, firmy produkującej światłowody. "Duże korporacje zakładają m.in. blokady na strony internetowe, w mniejszych firmach się tego nie spotyka. Wielka Brytania nadal wydaje się być w tyle, jeśli chodzi o wprowadzanie monitoringu, bo obowiązuje duże zaufanie do pracownika wedle zasady ,as long as they do their job' (tak długo, jak wykonują swoją pracę)". Nigel Leavy podaje, że na Wyspach modny jest za to inny rodzaj monitoringu - sprawdzanie prawdziwości danych, które potencjalni pracownicy podają w swoich życiorysach. Przykładem jest rosnąca popularność jednej z firm z Brighton, zajmującej się tylko i wyłącznie weryfikowaniem prawdziwości informacji dotyczących pracowników. "Oni dzwonią i sprawdzają, czy osoba pracowała w takim czy innym miejscu, czy otrzymała taki dyplom, czy uczęszczała na podany kurs" - wyjaśnia dyrektor Advanced Fibreoptic Engineering. "To bardzo przydana usługa, której popularność wśród pracodawców ciągle rośnie". Samo nastawienie brytyjskich pracodawców do monitorowania swoich podwładnych jest zróżnicowane. "W małych firmach nie ma potrzeby monitoringu" - wskazuje Ron Ford, założyciel i prezes firmy szkoleniowej Oxford Projects. "Akceptowane jest korzystanie z Internetu w celach prywatnych, oczywiście w granicach rozsądku. Na pewno w małej firmie pracodawca jest w stanie szybko zauważyć, że pracownik przez cały dzień wysyła e-maile do znajomych, zamiast pracować". Właściciel Oxford Projects sam nie przeprowadza kontroli działalności swoich podwładnych. "Monitoring praktykowany jest przede wszystkim w dużych firmach i w NHS (Narodowej Służbie Zdrowia)" - dodaje. "Z reguły dział IT przeprowadza losowe sprawdzanie kont e-mailowych pracowników, blokuje niektóre strony internetowe, np. pornograficzne czy związane z hazardem". Inaczej się dzieje, kiedy pracuje się w brytyjskim oddziale amerykańskiej firmy, zwłaszcza gdy jest to korporacja. Wtedy nierzadko w umowie pracownika pojawiają się zapisy dotyczące zgody na monitorowanie jego działań (telefon, WWW, skrzynka pocztowa etc.). Amerykańska kultura i prawo pracy mają odmienny charakter od europejskiej. Za oceanem panuje idea "przezroczystości" i zasada, że zarówno urządzenia, jak i wykonana przy ich użyciu praca należą do pracodawcy. Pracownik często może spodziewać się, że menedżer będzie kontrolował jego pocztę elektroniczną oraz rozmowy telefoniczne. Zdarza się, że są nagrywane w tzw. celach bezpieczeństwa. Pracodawca ma również prawo do korzystania z oprogramowania, które umożliwia sprawdzenie, co pracownik w danej chwili przegląda na ekranie, z jakich stron internetowych korzysta. W firmach, w których pracownicy przetwarzają dużą liczbę danych, możliwe jest instalowanie keyloggerów, pozwalających na rejestrowanie wszystkich wpisów z klawiatury. W Polsce nie ma specyficznych zapisów dotyczących monitorowania, a zasady, jak postępować w poszczególnych sytuacjach, dyktuje ustawa o ochronie danych osobowych i przepisy o obowiązku szanowania godności i innych dóbr pracownika (zapisy ujęte w Konstytucji RP, art. 30, 31, 47 i 51 oraz Kodeksie cywilnym, art. 23, 24, 448 i Prawie pracy, art. 11 - źródła podane na końcu tekstu). Wszystko zgodnie z zasadą, że cel uświęca środki, a pracownicy powinni dokładnie wiedzieć, jakiej kontroli są poddawani. Nieuzasadnione stosowanie monitoringu można uznać za mobbing. Tym samym pracownicy muszą być poinformowani, w jakim zakresie mogą korzystać z urządzeń firmowych. W przypadku ingerencji w sferę prywatną - jaką jest między innymi korespondencja - pracodawca powinien mieć pisemną zgodę podwładnego, by móc legalnie zaglądać do jego skrzynki pocztowej. |
||||||||||
| Zmieniony ( 30.07.2010. ) | ||||||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|












